Święta – intensywny okres

By | Grudzień 29, 2016

Minęło magiczne pół roku po udarze i wcale nie był to łatwy tydzień, pewnie dlatego, że był również wypełniony przygotowaniami do Świąt. Miałam za zadanie upieczenie kilku ciast dla moich najbliższych i Rodziców. Oczywiście szykowałam również trochę urozmaiconego jedzenia. Święta zawsze nastrajały mnie radością, a tym razem bardziej refleksyjnie i spokojnie.

W przedświątecznym tygodniu miałam jeszcze wizytę u ortopedy, ponieważ nie do końca czułam efekt podanych 3 tygodnie wcześniej zastrzyków w kolana, szczególnie dokuczało mi to prawe. Okazało się, że jest to przykurcz lewostronny, efekt utykania na lewą nogę po udarze. Byłam przekonana, że moje utykanie i takie zarzucanie lewej nogi nie trwało u mnie dłużej niż 3 miesiące, ale okazało się, że to jeszcze nie jest zakończony problem. Mimo, że miałam już tyle rehabilitacji, to niestety nie jest idealnie, rehabilitacja musi być kontynuowana i to dość intensywnie, szczególnie masaż i ćwiczenia tej lewej strony. Czyli mi się bardziej wydawało, że jest już dobrze, ale lekarz widzi i ocenia lepiej – mam utykający chód i to spowodowało przykurcz lewej kończyny, co objawia się bólem w okolicy kolana (z tyłu) w kierunku uda i w kierunku kręgosłupa lędźwiowego. Ból ten niestety jest coraz bardziej dokuczliwy, szczególnie rano jak wstanę oraz w trakcie chodzenia a najbardziej przy chodzeniu po schodach. Mimo, że staram się nie rozczulać nad sobą, to dobrze, że poszłam z tym do lekarza. Wygląda na to, że pomimo sporej ilości spacerów (oczywiście oprócz codziennej bieganiny w pracy i w domu) i jazdy na rowerze stacjonarnym, nie jest dobrze. Lekarz zalecił mi serię rehabilitacji: laser, krioterapię, ćwiczenia usprawniające kończynę i masaż częściowy.

To przede mną i z pewnością pomoże na tyle, aby za jakiś czas kontynuować rehabilitacje taką samą albo inną zależnie od zaleceń lekarza ortopedy i neurologa. Druga bardzo ważna sprawa która miała miejsce w tygodniu przedświątecznym to kolejna terapia u psycholog ( z 2 zaplanowanych na miesiąc). Była to trudna godzina pomimo, że przygotowuję się do niej czytając zaleconą literaturę i przerabiane na poprzednich terapiach. Przecież także tydzień wcześniej zasięgałam porady neurologa co do interpretacji moich objawów z drętwieniem kończyn czy to objawy neurologiczne czy lękowe? Była rozmowa o teście na hiperwentylację, którą chciał przeprowadzić ze mną psycholog, byłą też rozmowa o wykonanym zadaniu domowym – obserwacja ręki położonej na stole przez określony czas i notowanie tego co czułam i co widziałam.

Niestety nie było zgody neurologa na test hiperwentylacji u mnie, ponieważ cały czas jest zagrożenie udarem nawet przy takim teście. Wiem, że psycholog wyraził chęć aby samodzielnie porozmawiać z prowadzącym mnie od początku neurologiem, ja w każdym razie nie mam nic przeciwko temu, skoro to wszystko jest dla mojego dobra. Dowiedziałam się więc, że w takim razie moja terapia niestety będzie niezbyt typowa. Test mógłby ją przyspieszyć i ułatwić, ale będzie bardziej oparta na teorii i na przykładach. Wiem też, że lęk może być przyczyną udaru i dlatego musimy uczyć się panować nad lękiem i radzić sobie z nim. Usłyszałam też o psychologa wiele pozytywnych sygnałów odnośnie tego co robię, czyli tego, że piszę. To pomaga mi analizować to, co czuję i zastanawiać się nad swoimi rekcjami, ze rozwijam się poprzez to również intelektualnie, co jest pomocne dla prowadzonej terapii. Usłyszałam, że moja własna analiza zachowań ciała jak i duszy jest przejawem dużej mojej inteligencji i rozwija mnie intelektualnie. Nie ukrywam, że było to bardzo miłe chociaż nie bez emocji przyjęłam to do wiadomości. Nie jestem raczej przyzwyczajona do słuchania pozytywnych opinii na swój temat a tu nie ukrywam, chyba pierwszy raz w życiu takie słowa, na które ciężko pracowałam i pracuję każdego dnia od pierwszego dnia udaru, zupełnie robiąc to nieświadomie, tak po prostu czuję i robię to dla siebie ale też chciałabym wszystko przekazać tym który mogą być w grupie osób zagrożonych darem oraz tych którzy już udar mieli i nie mieli tyle szczęścia co ja, nie potrafią oceniać sytuacji tak realnie jak ja i nie mieli takiej możliwości aby móc przepracowywać wszelkie sytuacje i analizować swój stan zdrowia fizycznego i i psychicznego tyle wsparcia i pomocy od najbliższych jak ja. Pewnie przez to staram się być systematyczna w obserwowaniu moich reakcji i zachowań, mojej duszy, umysłu i ciała i spisywać to dla siebie i dla innych.