Pierwszy tydzień Nowego Roku

By | Styczeń 11, 2017

Pierwszy tydzień Nowego Roku i pierwszy dzień w pracy po przerwie międzyświątecznej, nie było łatwo, ale tłumaczę sobie, że to nigdy nie jest łatwo, nawet ludziom bez takiego obciążenia jak moje po przebytym udarze. Jednak czuję, że nie poradzę sobie bez wspomagania przy pomocy leków, niestety, przerastają mnie emocje. Trochę jak porażkę odbieram fakt, że nie radzę sobie bez leków, jakoś nie bardzo sobie chcę do tego dać prawo, bo bardzo chcę być silna. Niestety organizm się buntuje nawet poprzez wzrost ciśnienia na tzw. dopuszczalna dla mnie granicę i musiałam wziąć 1 cała tabletkę. Oczywiście jak zwykle lęk nie był potrzebny, jakoś przetrwałam pierwszy dzień w pracy, nie bolało choć nie było oczywiście łatwo i jeszcze nie pokazać nikomu jak bardzo jest to duży dla mnie wysiłek.

Dzisiaj jestem już po drugim dniu pracy i jakoś się rozkręciłam w tej codzienności. Spotkałam się z dużą dozą życzliwości od osoby z którą niegdyś byłam dość blisko ale nie powiedziałam jej dotąd (nie wiem nawet czemu), że miałam udar a ona przez te wszystkie m-ce nic nie wiedziała. Zastanawiałam się nawet dzisiaj w rozmowie z nią, dlaczego tak się zamknęłam. Może dlatego, że osoby na które najbardziej liczyłam, znałam od lat, nie zainteresowały się mną w okresie kiedy byłam w szpitalu, na zwolnieniu, ba nawet do tej pory nałożyły zasłonę milczenia na to co się ze mną działo. Sama z nikim nie zaczynam o tym rozmowy i coraz bardziej nabieram przekonania, że zbyt mocno to przeżyłam. Staram się o tym nie myśleć, a mimo to gdzieś przy takich okazjach mimo woli wraca poczucie zawodu, jest głęboko zakorzenione. Muszę jeszcze popracować nad tym, aby się z tego wyzwolić. Marzę o tym, aby z żadną z tych osób już nigdy o tym nie rozmawiać, nawet (w co nie wierzę) gdyby ktoś zapytał. Zbyt mocno w odniesieniu do kilku osób mnie to zabolało, myślałam kiedyś, że mam koleżankę ale teraz już wiem na pewno, że jej nie mam. Nic na to nie poradzę, najważniejsze, że mam Rodzinę, szczególnie tą najbliższą i to będę pielęgnować jak najlepiej potrafię, szczególnie dotyczy to mojego męża.

Kolejny mega trudny dzień za mną, od rana miałam fatalny nastrój płaczliwy i bardzo emocjonalny – musiałam wspierać się lekami zanim poszłam do pracy, z trudem się pozbierałam i jakość sobie poradziliśmy – ja i tabletki (niestety). Następny dzień przepłaciłam bólem brzucha i mdłościami w trakcie krótkiej podróży samochodem aby odwiedzić rodzinę. Takie napady podobne do choroby lokomocyjnej zaobserwowałam siebie już nie raz po udarze, cały dzień przechorowany, bez apetytu, zakończony bólem głowy, idę spać postaram się jakoś zasnąć bez leków, bo nie mam gwarancji czy dzisiejsze złe samopoczucie to nie jest efekt wczoraj branych leków.

Szukałam w internecie odpowiedzi na te trudne pytania, które pojawiły się w związku z przykrymi doświadczeniami które zaskoczyły mnie w ostatnich dniach- moje bardzo trudne do opanowania emocje i znalazłam potwierdzenie, że tak może być- chwiejność emocjonalna, może pojawić się w ciągu sześciu miesięcy od udaru. Reakcja emocjonalna w danym momencie może być tak silna, nieprzewidywalna, nadmierna i zupełnie jak u mnie nieadekwatna do sytuacji- zaraz po przebudzeniu – wybuch płaczu i złości. Czytałam też, że stan taki może pojawiać się i później nawet kilka i kilkanaście lat po udarze i niestety jest uciążliwy dla chorego i jego rodziny, piszą też, że trzeba nauczyć się takiego siebie po udarze, akceptować innego siebie po udarze, otoczyć troską, czułością, jako część „nowego siebie”. Muszę koniecznie w tym tygodniu porozmawiać o tym z psychologiem bo przecież ja to mogę spróbować zaprzyjaźnić się z taką sobą ale moi bliscy, czy zawsze starczy im cierpliwości i miłości oraz wyrozumiałości?

Gorzej jak sobie poradzić gdy „dopadnie mnie to w pracy, w innej sytuacji między obcymi, w sklepie, w przychodni, na ulicy? Podobno jest możliwe z czasem w procesie zdrowienia aby te emocje malały aż mogą powoli zniknąć, nie muszą ale jest nadzieja.

Znalazłam też coś o problemach podobnych do choroby lokomocyjnej (ale nie jest to ta choroba) i związku z udarem. Muszę koniecznie zgłębić temat, porozmawiać z fachowcami, bo niestety dziś wcale przy niedługiej podróży było podobnie jak wczoraj i kolejny ‚”rozwalony” dzień z problemami gastrycznymi.