Minęły trzy miesiące – Wracam do pracy

By | Październik 20, 2016

Minęły trzy miesiące – Wracam do pracy

To były bardzo trudne 3 m-ce po udarze, bardzo nowy, nieznany mi dotąd okres w moim życiu wywróconym na lewą stronę jak podszewka w marynarce.

Trochę wbrew opiniom lekarzy, trochę na przekór sobie (taką mam naturę), zdecydowałam się na powrót do pracy. Oczywiście usłyszałam, że mogę chorować spokojnie pół roku aby w pełni odpocząć i da szansę mojemu organizmowi na powrót do pełniejszej sprawności. Usłyszałam jednak, że nikt nie może mi zabronić powrotu do pracy, przy dobrych wynikach badań i moich subiektywnych odczuciach, że podołam obowiązkom. Na szczęście miałam dobre wyniki cholesterolu i ciśnienia, tylko dlatego lekarze podpisali mi zdolność do pracy. Lekarz neurolog napisał mi uwagę, że mam utykający chód na lewą stronę i możliwość wspierania się pomocą psychologa i psychiatry.

Jasne, że ściśle współpracuję z lekarzem psychiatrą oraz z psychologiem. Obydwaj panowie specjaliści są bardzo wyrozumiali i bardzo pomagają mi przygotować się do powrotu do pracy. Nigdy dotychczas nie miałam szansy aby pracować z psychologiem czy psychiatrą płci męskiej i nie wiedziałam, że mają więcej empatii niż kobiety, są prawdziwym wsparciem i bardzo odpowiedzialnie starają się pomóc na tzw. poważnym życiowym zakręcie – to słowa psychologa o moim stanie ducha po udarze.

Czas mija mi na pokonywaniu z ogromnym wysiłkiem każdego stopnia schodów, jakimi są kolejne dni powrotu do pracy. Nikt, kto tego nie przeżył nawet nie ma pojęcia jakie to jest trudne, jak dużo kosztuje wysiłku i samozaparcia.

Jestem jednak zupełnie innym człowiekiem, jestem bardziej zamknięta w sobie, bardzo wsłuchująca się w to co czuję i co mnie boli ( w kosmetyczce obok leki nie tylko na obniżenie ciśnienia, gdyby nagle trzeba było je wziąć – chociaż ciśnienie jest dawno wyregulowane i na najniższym poziomie normalności). Biorę też lek na podniesienie poziomu serotoniny, ale ze sobą w magicznej kosmetyczce jeszcze doraźny lek przeciwlękowy i meliski do ssania. Nie będę ukrywać, że każde zadanie w pracy to duże wyzwanie, na szczęście – to wielki dar od Boga, mam bardzo dobrą pamięć i nie mam problemów z pojmowaniem nowych zadań. Po powrocie do domu jestem tak wyczerpana, że nie mam na nic siły, a jeszcze mam rehabilitację aby nadal usprawniać kończyny.

Każdy kolejny dzień to nowy wysiłek, nowe wyzwanie, wcale nie jest łatwiej, wcale chociaż liczę dni kolejne w pracy i cieszę się z każdego. Mam sporo wątpliwości, szczególnie po południu kiedy analizuję co było dziś… kiedy nie końca jestem z siebie zadowolona. Czasem płaczę z bezsilności i żałuję, że nie dałam sobie szansy jeszcze być na zwolnieniu lekarskim. Następnego dnia jest inaczej, cieszę się, że się nie poddałam, wróciłam do zajęć i że walczę ze swoimi słabościami. Mam ogromne wsparcie tylko wśród najbliższych, jak zawsze.

Wspiera mnie mąż codziennie rano i często pyta sms-em jak się czuję w trakcie, a po pracy znosi moje nastroje. Tylko w domu mogę je uwolnić – w pracy jestem niezwykle wyciszona i silna – nie potrzebuję współczucia od obcych ludzi i nie zniosłabym tego. Wspierają mnie Rodzice, dzieci, rodzeństwo, każdego dnia i nie pozwalają mi się nad sobą rozczulać, wiem, że muszę sobie dać radę.

Dzięki psychologowi pokonałam już problemy ze snem, na początku tak bardzo wspierałam się farmakologią w tym względzie, bardzo pilnowałam aby o odpowiedniej porze przed spaniem wziąć tabletkę aby odespać odpowiednią ilość godzin, aby regenerować mózg i nabrać siły do pracy następnego dnia.

Tak przepracowałam miesiąc….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.