Codzienne zajęcia

Końcówka lutego, ten tydzień był jakoś bardzo krótki, przeminął jak sen, bez jakichś wielkich wydarzeń ale zapamiętam go. W środę byłam na terapii do której bardzo dobrze się przygotowałam. Po prostu chciałam jak najwięcej z niej skorzystać, widziałam jaki swój problem chcę omówić i któremu poświęcić w trakcie rozmowy z psychologiem jak najwięcej czasu. Miałam klika incydentów związanych z wpadaniem w panikę przy drobnych niepowodzeniach zarówno w pracy jak i w domu. Popłakałam sobie też kilka razy, co odbierałam jako porażkę i cofanie się w procesie mojego zdrowienia po udarze. W trakcie terapii dowiedziałam się, że nie jest ze mną tak źle jak myślałam i nie powinno mnie dołować to co się ze mną dzieje. Tak może się zdarzać i na to muszę sobie dawać przyzwolenie, tak jak na lenistwo, odpoczynek, życie na pól gwizdka. To super, że co 2 tygodnie przypomina mi o tym psycholog, bo pewnie czasem za mocno przesadzam w wymaganiach wobec siebie, w tym co robię chciałabym być perfekcyjna i zawsze wszystko robić dobrze i na czas, a to nie uda się zawsze w moim po udarowym stanie. Mój mózg nie jest automatem, potrzebuje często zwolnić, a częściej się zatrzymać i odpocząć. Musze pamiętać o tym każdego dnia i pozwalać sobie na słabości, potknięcia, porażki i upadki, bo inaczej się nie da, bo się wykończę albo doprowadzę organizm do choroby. To samo powiedział psychiatra, że mam prawo do brania tabletek doraźnie i wtedy, kiedy naprawdę sobie nie radzę, lepiej tak niż rozwalać się, płakać i mieć poczucie klęski. Potwierdził, że bardzo długa droga przede mną i to z pomocą terapii, która jeszcze długo potrwa, dobrze, że chodzę na nią co 2 tygodnie, bo do lekarza już tak często nie muszę, wystarczy co 3 -ce.

Jeszcze trapi mnie niepewność co do stanu moich nerek i trzustki, odebrałam rozjemcze wyniki rezonansu brzucha. Wiele wyjaśni się na początku marca, bo jestem zapisana na konsultacje do specjalistów a jeszcze do jednego muszę się zapisać bo dostałam kolejne skierowanie. Koniecznie muszę uruchomić pozytywne myślenie i wiarę, że wszystko będzie dobrze. W środę piekłam pączki na tłusty czwartek świadomie rezygnując ze smażonych na tłuszczu, były super, wystarczyło ich również dla syna. A włoska pizza którą upiekliśmy razem z mężem bardzo dobrze się nam udała, a co najważniejsze ciasto można sobie przygotować wcześniej i to na kilka dni. Mam jeszcze na jutro, bo dzisiaj robiłam faszerowaną dynię (tak długa jak cukinia), trochę poszperałam, ale i tak zrobiłam z tego co miałam. Przepis wyszedł bardzo autorski i bardzo smaczny obiad na 2 dni się udał. To świetnie, że gotowanie i pieczenie tak bardzo dużo daje mi satysfakcji bo jest się z czego cieszyć jak coś wyjdzie i smakuje najbliższym, to duża przyjemność jak ma się dla kogo piec i gotować. Jest to zajęcie, które rozwija moja kreatywność, bo najpierw wyszukuję w internecie odpowiednie przepisy, potem wybieram i dobieram do tego co mam a później jeszcze usprawniam po swojemu i najważniejsze, że wszystko wychodzi smaczne tak jak dzisiejsze oponki z serem znów w wersji pieczonej a nie smażonej na tłuszczu- wyszły super. Zbliża się kolejny tydzień, ciężki ja zwykle ale wierzę, że jakoś sobie poradzę ze wszystkim.