7 miesięcy po udarze

By | Styczeń 19, 2017

Mija połowa stycznia, to już siedem miesięcy po udarze a w ostatnim tygodniu było kilka niepokojących epizodów z moim zdrowiem, samopoczuciem.

Jazda samochodem trochę dalej niż parę kilometrów, to niestety dolegliwości podobne do choroby lokomocyjnej, które skutkują później bólem głowy i problemami gastrycznymi, ale to mija najczęściej wieczorem. Na pewno porozmawiam o tych dolegliwościach tym tygodniu z moją Panią neurolog.

Na terapii u psychologa we wtorek, przerabialiśmy napady płaczu i apatii, które ostatnio mi się przytrafiły. Doświadczyłam wiele empatii i zrozumienia dla tego co mi się przytrafiło, wiem już, że to nie jest takie odosobnione i znane psychologom iż ludzie p urazach mózgu w różnym stopniu mogą mieć zaburzenia nastroju bez uzasadnionej przyczyny. Przepracowaliśmy temat, porozmawialiśmy oczywiście o priorytetach w życiu tak aby jak najwięcej czasu poświęcić sobie i swoim przyjemnościom aby mózg nie był zbyt mocno obciążony a przede wszystkim aby jak najmniej narażać si e na stres, bo to on jest przyczyną lęku napadowego i wszelkich nieprzyjemnych konsekwencji. Sporo daje mi czytanie książki „Umysł ponad nastrojem”, chociaż nie jest ona łatwa i nie idzie mi to zbyt szybko.

Ciągła nadziej, że czas leczy rany, że będzie coraz lepiej jest też bardzo ważna Mam powód do zadowolenia, bo kontrolne badania rezonansem magnetycznym poddały pod wątpliwość wcześniejsze diagnozy guzów i torbieli w poszczególnych narządach w jamie brzusznej, owszem czeka mnie badanie rozjemcze ale jestem naprawdę dobrej myśli a to też znacznie poprawia mi nastrój.

Przede mną kolejny tydzień z rehabilitacją, kinezyterapia, ćwiczenia usprawniające oraz masaż na moje przykurcze lewej nogi (to ta z niedowładem po udarze). Będzie ciężko i pracowicie, od rana praca i codzienne obowiązki a później rehabilitacja i wieczorem będę w domu, dobrze, że przez weekend udało się uszykować trochę urozmaiconego jedzenia na obiady na kilka dni. Mam nadzieję dobrze się wyspać, na szczęście ze snem ostatnio nie ma większych problemów, a dziś było ok 1,5 ha spaceru przed południem, połączonego z zakupami a wieczorem jazda na rowerku stacjonarnym (staram się codziennie chociaż pól godziny), to też jest dobre dla mojego przykurczu lewej nogi.